BLOG

Przedsiębiorstwo tatuowania w Warszawie!

tattoo

Wszystko zaczęło się rok temu, od wieczoru w jednej z krakowskich knajp. Siedzieliśmy, z Sołtysem pijąc kolejne piwo i czekając na sobotni mecz Premier League.
Wiadomo, jak to bywa przy alkoholu, przebrnęliśmy standardowe tematy społeczno-polityczno-życiowe i jak zwykle gadka spełzła na tatuaż. 
Wgapiony w wyblaknięte, ale dalej solidnie wyglądające dziary Sołtysa, zapytałem, kiedy je robił. Sołtys poprawił czapkę i powiedział „Te dziary synek, mają więcej lat od Ciebie. Ale i tak nie są najstarsze, z tego, co wiem, pierwsze studio w Polsce powstało w okresie międzywojennym”. Zmusiłem się do uśmiechu i zacząłem marudzić, że to niemożliwe, bo jest kilka osób w Polsce, które interesują się tatuażem nie tylko od strony artystycznej i na pewno ktoś wpadłby na taki trop. Przecież wiadomo, że pierwsze studia tatuażu w Polsce powstały niecałe 30 lat temu i to strasznie mało w porównaniu do USA, gdzie niektórzy tatuatorzy mają więcej lat praktyki niż nasza rodzima scena. Moje odchodzące od tematu biadolenie przerwało głośne stuknięcie kufla o blat. Sołtys odchrząknął, popatrzył na mnie jak nauczyciel, który ma zamiar opierdolić ucznia i powiedział: „Co jeśli nie masz racji? 6 lat temu poznałem starszego kolesia, który pracował w polskim radiu i opowiedział mi, że spotkał się z tatuażem jeszcze przed wojną”. 
Rzadko mi się to zdarza, ale zaniemówiłem na chwilę, a oczy zaświeciły mi się jak małe żarówki. Interesuję się historią tatuażu od ładnych paru lat i zastanawiałem się, dlaczego o tym nie słyszałem. Rozpocząłem jałowy monolog, używając znakomitych argumentów (głównie kręciłem głową i powtarzałem „niemożliwe, niemożliwe”), że to wymysły starego człowieka albo Sołtys coś pokręcił. Wywołało to kilkuminutową sprzeczkę. Na koniec kłótni stwierdziliśmy, że nie ma co pierdolić i założyliśmy się o tradycyjną kwadratową wódkę, czy Sołtysa zawiodła pamięć, a może jednak istnieje dowód na działanie studia tatuażu w Polsce w okresie międzywojennym?
Żeby rozwiązać nasz spór, pomyśleliśmy, że najrozsądniej będzie przeglądnąć prasę z lat 1919 – 1939. Mieliśmy nadzieję, że w jednej z nich znajdziemy jakąś wzmiankę lub reklamę, która zaprowadzi nas do rozwiązania tej zagadki. W końcu, dzięki jednej osobie, namierzyliśmy gazetę z 1929 roku, a jeden z artykułów mówił o warszawskim studiu tatuażu. Jego tytuł to: „Przedsiębiorstwo tatuowania w Warszawie. Za nagą kobietę na plecach: 25 zł” (całość artykułu na zdjęciu).
Jak dotąd jest to jedyny namacalny dowód w tej sprawie. Niestety, wygląda na to, że wiszę kwadracioka Sołtysowi, ale mimo to, chcemy dalej zgłębić ten temat. Lecz, żeby poznać prawdę potrzebne są fakty. Potrzebujemy zdjęć, relacji świadków, plotek zasłyszanych przez waszych dziadków, pradziadków lub nawet artykułów podobnych do tego, który odnaleźliśmy. 

Reasumując – potrzebujemy waszej pomocy! Udostępnijcie post, podpytajcie swoich krewnych, przeglądnijcie rodzinne archiwa. Razem odkryjemy, jak było naprawdę! 

Tekst 
Łukasz "Jaco" Jacoszek