BLOG

Plemię Czinów

tattoo

Odległe góry stanu Czin w Mjanmie (Birma) zamieszkałe przez rdzennych mieszkańców są świadkiem procesu wymierania jednej z plemiennych tradycji - tatuowania twarzy przez kobiety, które wśród młodego pokolenia uznawane jest za przejaw zacofania oraz barbarzyńska. Jedynie starsze pokolenie kobiet z ludu Czin jest namacalnym dowodem na istnienie takiej tradycji, która niedługo całkowicie zaniknie.

Jak powiada pewna czińska legenda podczas podróży do regionu zamieszkałego przez Czinów birmański król był pod ogromnym wrażeniem urody tamtejszych kobiet, że aż porwał jedną z nich, aby powziąć ją za żonę. Czyn ten spowodował, że rodziny Czinów zaczęły tatuować twarze swoich córek sprawiając by wyglądały nieatrakcyjnie, a tym samym uniemożliwiając ich porwanie lub stanie się królewską konkubiną. Inna opowieść Czinów mówi coś zupełnie innego - tatuowanie twarzy wśród kobiet zaczęto wykonywać w celach upiększania - kobieta z tatuażem była uznawana za jeszcze ładniejszą i bardziej atrakcyjną.

Odróżniając jednak prawdę od bajki bardzo prawdopodobne jest stwierdzenie, że plemię Czinów zaczęło wykonywać tatuaże, aby odróżnić się od innych plemion, szczególnie, gdy ktoś został pojmany. Inne wyjaśnienie może mieć powiązanie z religią. Od czasu brytyjskiej kolonizacji wiele przedstawicieli Czinów zamieszkujących tereny Birmy przeszło na chrześcijaństwo lub zaakceptowało je wraz z wierzeniami animistycznymi. Niektórzy z nich pamiętają nauczanie przez miejscowych pastorów, że tylko Ci, którzy posiadają tatuaże, byli uznani za godnych pójścia do nieba. Tatuażom nadawano także moce wręcz duchowe, spirytystyczne - pełniły formę ochrony przed złymi mocami.

Tatuaże sześciu plemion Czinów różnią się od siebie wzorami. Tatuaż kobiety z plemienia Muun są najłatwiej rozpoznawalne - wytatuowane na twarzach mają wzór kształtem przypominający literę ,,P” lub ,,D” i symbol „Y” na czołach. Kobiety z M'kaan posiadają tatuaże na czołach i podbródkach. Plemiona Yin Du i Dai mają wytatuowane długie, pionowe linie na całej twarzy, w tym na powiekach; podobny do Nga Yah, który ma kropki i linie. Plemię Uppriu, jedno z najtrudniejszych do rozpoznania, ma całe twarze pokryte kropkami, które nadają im zaczerwieniony lub popielaty odcień - tak gęsto wykonane są kropki.

Jako igieł używano związane naostrzone trzy kawałki bambusa lub cierni trzcinowych za pomocą których na skórze tworzono wzór i aplikowano tusz uzyskany po zmieszaniu ze sobą sadzy, liści, pędów trawy i tłuszczu wieprzowego. Liście nadawały kolor, zaś sadza działa jak środek dezynfekujący, a pędy trawy stosowano na końcu jako bandaż i naturalna powłoka przyśpieszająca proces gojenia. Daw Ngai Pai z plemienia Muun, mając 72 lata wyznała, że tatuaże wykonała mając około 12 lat. Proces był tak bolesny, a twarz bolała i była spuchnięta przez kolejne kilka dni. Przyznała, że nie zastanawiała się, czemu zrobiła ten tatuaż - był to ich zwyczaj, wszystkie dziewczynki w jej wieku także miały tatuowane twarze, a powstałe wzory uznawały za piękne. Matki dziewczynek mówiły wówczas, że posiadając tatuaże znajdą dobrych mężów.

Jednakże realia nie były tak przychylne tradycji Czinów. W latach 60 birmański rząd zakazał praktyki tatuowania twarzy w ramach programu pozbywania się starych, zamierzchłych przejawów kultywowania tradycji mniejszości etnicznych na rzecz postępu i ogólnej modernizacji. Misjonarze przebywający z Czinami krytykowali to posunięcie uznając je za barbarzyńskie i pozbawione szacunku dla lokalnych mieszkańców. Zakaz ten wpłynął także na postrzeganie tatuażu przez młode pokolenie - młodzi wyjeżdżają z rodzinnych wiosek do większych miast, aby zdobyć wykształcenie, w poszukiwaniu lepszego życia - a w dużych miastach plemienny tatuaż na twarzy symbolizuje zacofanie i coś prymitywnego. Większość z nich nawet wstydzi się swoich babć przez fakt, że ich twarze pokryte są tradycyjnymi wzorami.

Jednakże coraz więcej dziennikarzy czy fotografów, a nawet historyków z innych krajów pokonując trud podróży udaje się do odległych wiosek Czinów, aby udokumentować zanikającą tradycję, dzięki czemu niektóre z rodziny zaczynają zmieniać swoje postrzeganie i odczuwać dumę ze swoich wytatuowanych babć będących ostatnim pokoleniem kultywującym dawny, plemienny zwyczaj. Zatem… może istnieje ratunek dla zanikającego zwyczaju tatuowania twarzy - czas pokaże.

Karolina Lemiesz